26 lis

Złoty dzwoneczek i mroźna iluminacja

Dzwoń dzwoneczku

Kilka dni temu odebrałem kolejną porcję smakowitości od Tomka Kalenika z trójmiejskiego importera Winers. Kiedyś, na fejsbuniu, opisałem w kilku słowach każdą z tamtych butelek, reprezentujących startowe portfolio firmy. A że ciężko pracują nad rozwojem oferty, wiem z naszej dość regularnej korespondencji. Ostatnimi czasy jednakże czuć było wyraźnie, że chwycili w swoje ręce coś, nad czym nie potrafi przejść bez słusznej dozy emocji. Zaglądam zatem do kartonu, a tam… 6 butelek, spośród 2 już trafiły do mojego kieliszka. I tak jak Tomek, nie potrafię przejść nad nimi obojętnie. Oj nie!

Dzwoń dzwoneczku

Dzwoń dzwoneczku

Na początek – nowy projekt legendarnego Chateau Angelus, Premier Grand Cru Classe „A” z Saint Emilion. Tu mamy do czynienia z autorskim projektem, wykraczającym poza ramy lokalnej apelacji, a samo wino świetnie się w ten pomysł wpisuje. Ciepły rocznik 2010 szafuje zazwyczaj bogatym owocem. Tym razem mamy wręcz do czynienia z konfiturową wiśnią, czarną porzeczką, wędzonymi śliwkami, pieprzem, goździkami, gorzką czekoladą itd itp. Ktoś powie – nowomodne, modernistyczne, międzynarodowe, łatwe. I pewnie miałby sporo racji, lecz nie całą. Pod spodem czuć klasyczność wina, słodycz nut jest świetnie wyrównana przyjemną kwasowością, ciało jest gibkie, świetnie wyrzeźbione, a taniny drobne, miękkie, acz wyraźne i zadziorne. Znakomita propozycja nie tylko dla restauracji (wierzcie – cena hurtowa mile zaskakuje), a także na prywatne potrzeby. Zdecydowanie już otwarte i chętne na spotkanie z kieliszkiem, a co jeszcze lepsze – z odbiorcą. Także bez żadnego wspomagania się łączeniem z potrawami, by pokazać pełną krasę. Spełni się doskonale jako tło męskiej rozmowy i pogaduch z przyjaciółką/ami. Bierzcie i pijcie!

Lodowa iluminacja

Lodowa iluminacja

Jeżeli natomiast uważacie, że już zaszalałem z achami i ochami, to się teraz naprawdę solidnie nimi z Wami podzielę. Ci, którzy uważają, że „znawcy” wypada pijać tylko wytrawności, a do słodyczy się nie przyznawać, w moim przypadku nie znajdą potwierdzenia tej teorii. Uwielbiam wręcz nieprzyzwoicie i równie, a może nawet jeszcze bardzie, wyjątkowej krasy wina słodkie. Od Tokaju, po Sauternes. Od Porto, po Malagę. Nigdy jednak nie ukrywałem, że niemieckie i austriackie winnice w tej materii są dla mnie alfą i omegą. A w przesyłce znalazłem trzy wina od Hansa Tschidy, rok po roku uznawanego za najlepszego słodkiego winiarza świata. Wiadomo, że takie hasło odruchowo budzi ciekawość, lecz i dozę sceptycyzmu… I wiecie co? I się….. bardzo niepotrzebnie tym drugim zajmowałem. Na „pierwszy ogień” poszedł Angerhof Eiswein Gruner Veltliner 2012. I powiem tak: z zachwytu najpierw oniemiałem, następnie zapiałem, a na koniec doznałem iluminacji… To najlepsze wino lodowe, jakie w tym roku miałem okazję próbować. I jedno z najlepszych, jakie próbowałem ever! Nie tylko tych ze zmrożonych winogron, lecz w ogóle! Prawdziwie gęste, lepkie, oszałamiające bogactwem i ilością wszelkich aromatów należnych, bezpardonowo pyszne, a przy tym rysujące w głowie nieprawdopodobne myśli na temat jego przyszłości. Niechybnie w jeszcze ciekawszej, inspirującej i zmysłowej formie  przez najbliższe dekady. Tak. DEKADY! Szukacie hedonizmu już? Bardzo proszę! Szukacie przeżyć za iks lat? Proszę bardzo! Szukacie wzoru Eiswein’a? Proszszsz! Sam zaś, na pewno poproszę Tomka o odłożenie kilku flaszek. A co!

20 sty

The Fine Food Group okiem proroka

Wczesnojesienne przedpołudnie. Ogródek w  żoliborskim klimacie Placu Inwalidów. Szybka kawa na dwóch – piszący i Marek Kozioł, którego miałem okazję poznać jeszcze za czasów jego pracy u poprzedniego importera. Dziś to as w rękawie The Fine Food Group. Dlaczego as? Kto miał okazję poznać, lub współpracować jako klient – ten doskonale wie. Nad brzegiem filiżanki wspominamy stare czasy, budujemy wizje przyszłych, rozmawiamy o aktualnym, już znakomitym stanie oferty nowego pracodawcy. O kolejnych nazwiskach czekających na wprowadzenie, budzących jeszcze większą sympatię do ciągle budującego się portfolio… Gdzieś pomiędzy jednym a drugim zdaniem, rozemocjonowanej widokiem kart przed oczami głowie, wypsnęły się słowa o powoli rodzącym się zamiarze ujawniania myśli drukiem w przestrzeni internetu …

Nie upłynęło wiele czasu, a przy biurku zjawiła się przesyłka 6 win wybranych przez p.Marka. Nie trzeba było być prorokiem, by widząc napisy na etykietach wiedzieć, że rutynowe przejście nad tą paczką będzie stratą dla wszystkich – win, importera, a i mi przecieknie przez palce wiele ziemskiego dobra… Postanowiłem zatem rozliczyć się z tą szóstka na spokojnie, dogłębnie i w najlepszych możliwych okolicznościach. I takie podejście to był strzał w dziesiątkę! Każda z flaszek, odpowiednio potraktowana i dobrana do okoliczności, stawała się historią samą w sobie. Ponieważ obiecałem o nich napisać razem, teraz wracam do notatek na biurku i wrażeń w pamięci…  W międzyczasie TFFG zostało wybrane „Importerem roku” Grand Prix Magazynu Wino. I jakoś wcale mnie to nie dziwi… Cytując klasyka: „Wiedziałem, że tak będzie’ 😉

A teraz czas na małą niespodziankę: w środku wpisu znajdziecie pytanie. Spośród prawidłowych odpowiedzi w komentarzach pod wpisem, wylosuję rączkami „Sierotki” zwycięzcę, który zostanie nagrodzony przez The Fine Food Group jedną z flaszek tu ocenionych. Sami zobaczycie – warto!!!

2012 Sequillo White Swartland – 

Sequillo White

40% Chenin Blanc przy współpracy z Clairette Blanche, Viognier, Verdelho,
Semillon Blanc i Gris, dłuuugo fermentowane i dojrzewające nad osadem w starych burgundzkich baryłkach, zrodziły wino wielowarstwowe, bez nachalności, mineralne, lekko maślane, miodowe i pikantne, ujmujące świeżym owocem, a przede wszystkim dynamiczne niczym Carl Lewis i silne jak Mike Tyson. Spokojnie może zagrać solową partię, lecz nie znaleźć mu godnego towarzysza na stole szkoda. Lubi krótką dekantację w wąskiej karafce, być pite w temperaturze 12-14 stopni, z mniejszych kieliszków do czerwonego Bdx, albo z tych do Chardonnay. Bez wahania już warte 92 punktów, a że pożyje jeszcze ładnych parę lat, niedługo może być i lepiej/ Cena 119,90.

2009 Familia Gracez Silva Amayna Barrel Fermented Sauvignon Blanc Leyda –

amayna sauvignon barrel

O tej porze roku zwłaszcza, lub kolacyjną porą, takie wina mają swoje najlepsze „pięć minut”. Kapiące dojrzałymi do rozpuku owocami – grapefruitem, mango, pigwą, brzoskwinią, przy tym wyraźnie waniliowe, miodowe, maślane, z odrobiną białej czekolady i gałki muszkatołowej. Wszystko misternie już splecione w welon. Absolutnie pokocha pieczoną i smażoną wieprzowinę, szlachetne owoce morza i treściwe ryby, drób, dzikie ptactwo, a nawet wysmażone i wypieczone czerwone mięsiwa – wszystko w korzennych, maślanych, serowych, śmietanowych, cięższych, aromatycznych, nie pikantnych sosach.  Pijcie je w temperaturze ok. 14C, w kieliszkach do Pinot Noir/Nebbiolo, koniecznie dekantujcie nawet i godzinę-dwie. Ode mnie 90 puntów za cenę 119 PLN.

2013 Tormentoso Bush Wine Pinotage Coastal – 

tormentoso pinotage

 Pinotage nie jest łatwą w odbiorze odmianą, Zależnie od stylistyki winiarza potrafi straszyć początkujących przygodę z nim aromatami zwierzęcymi, hardà taniną i wysoką kwasowością. Na drugim biegunie leżą skoncentrowane, beczkowe osiłki, słone, uwędzone i likworowe jednocześnie. Pośrodku za to można znaleźć takie oto cukiereczki jak Tormentoso. Wciąż dość młodzieńcze, zgrabne, a jednocześnie konfiturowo-landrynkowo urocze. Spokojnie sprawdzi się jako wino imprezowe, a przy okazji całkiem użyteczne przy łączeniu ze strawą, także typowo polska – bitkami, pieczeniami i gulaszem, gęsiną i kaczką w słodszych kompaniach, a nawet z dobrze doprawionymi czosnkiem i pieprzem wędlinami. Lubi być chłodny jak 16 stopni, pity z kieliszków do Sangiovese/Rieslinga, nie prosi o dekantację, kosztuje 59,90, zbiera ocenę 86. A teraz pytanie konkursowe – w którym roku i gdzie Pinotage został przekazany światu po raz pierwszy?

2012 Langmeil Orphan Bank Shiraz Barossa –

lagmeil orphan shiraz

Czytacie: Barossa – myślicie: czekolada! W tym przypadku: i tak, i nie. A zasadzie – guzik prawda! Wszem – czekoladowych nut tu nie brakuje, lecz na pierwszy plan wysuwają się lubiane i pożądane w tej sprawie kalifornijskie śliwki, borówki, czarne wiśnie, pieprz, lukrecja i wiśniówka. Cała jednak zabawa w tym, że całość, wraz z pluszowymi taninami, jest znakomicie napędzana orzeźwiającą nutą czerwonych owoców schowaną w tle. Solista, bohater wieczoru, lecz i team-player. Podziękuje za jagnięcinę, lecz i stekiem z tuńczyka nie pogardzi, jak i nawet śliwkami w boczku, dojrzałymi cheddarem i goudą. By pić je w stopniach 18 po krótkiej dekantacji, trzeba wydać 219 złotówek. Wtedy można zabrać wszystkie 93 pkt i baaardzo ładny finał wieczornego spotkania.

2011 Sequillo Red Swartland –

sequillo red

Wracamy do Afryki, lecz mierzymy się z inną kategorią wagową. Na ring wchodzi zawodnik super postury, dajmy na to – Lennox Lewis. Potężnie umięśniony, szybki jak błyskawica, o niebotycznym zasięgu rażenia, a przy tym elegancki i fantazyjnie przystrzyżony. Tak własnie odbieram Sequillo Red. Jest silne jak tur, pręży muskuły, lecz czuć, że stoi za nim wiedza i dyscyplina taktyczna trenera, umiejętnie i inteligentnie wprowadzana w życie przez podopiecznego. Koniecznie potrzebuje sparring-partnera, który powstrzyma jego energię. Mięcho! Kawał jędrnego mięcha! Do oglądania najlepiej po kilkugodzinnej dekantacji, rozgrzany do 18 stopni, w kieliszku do Shiraz/Amarone. Sędzia punktuje go na 91, agent za walkę żąda bardzo godziwych 119,90.

2011 Familia Garcez Silva Amayna Syrah Leyda –

amayna syrah

To wino powinno nazywać się nie Amayna, lecz Amaltea. Ewentualnie – Róg Obfitości. Lubicie Amarone? Lubicie gęste, niemal czarne, bezpardonowe w swej bezczelnej atrakcyjności wina? Takie do kominka, filmu, książki, pogaduchy? Nad którymi nie chcesz się zastanawiać, tylko je niemalże jeść? To masz takie oto gotowe rozwiązanie, w dodatku – na pewno Cię na nie stać! Po odpowiednio długiej dekantacji, albo lepiej i dzień po otwarciu, trzymane w butelce, smakuje jak czekoladowa trufla nadziewana aksamitem i likworem. Zgadzam się – to nie jest najbardziej ambitne wino, jakie znam, lecz daleko mu do banału czy ordynarności. Jest balsamem na rany umysłu. Wręcz go otula, uspokaja i usypia pędzące myśli. Nie chcę do niego nic, oprócz towarzystwa, choć znaleźć mu kolegę nietrudno. Chcę go pić gdy zimno na dworze, lub w duszy, z kieliszka do Shiraz/Amarone, w 18 stopniach Celsjusza. I już. Aha! Lubię go bardziej niż na techniczne 90 punktów. O wiele bardziej! Zwłaszcza przy cenie 135,90.

I już. I po paczce. Przyznam – takich paczek jak najwięcej życzę wszystkim. A TFFG jeszcze raz dziękuje i gratuluje zasłużonego wyróżnienia i ściskam kciuki za kolejne świetne wybory winnic, równie świetnych ja te powyżej, Luigi Bosca, Muga, Dom. Wachau, Zenato etc…

15 sty

Znacie Jacob’s Creek? Figa z makiem!!!

Australia jest w naszym pięknym kraju słowem bardzo lubianym… Z wielu powodów. Chcecie kilka? Nie ma sprawy! Miś koala. Opera w Sydney. Ciepełko. „Powrót do Edenu”. „Krokodyl Dundee”. Paczki od rodziny z drugiego obszaru płatniczego. Tyle tytułem wstępu… Z winami sprawa ma się zresztą podobnie. Podobnie uroczo, i podobnie… beztrosko, by nie powiedzieć: lekceważąco. Ot – takie tam milusie, smaczniutkie winka dla każdego… I w sumie nie sposób się nie zgodzić z dwoma ostatnimi wyrazami poprzedniego zdania. Z drobną, aczkolwiek wiele znaczącą i wymowną różnicą… Od samego początku mieliśmy w Polsce wygodę poznawania klasyków wśród marek australijskich winnic: Mountadam w LPDV, Lindemans w Centrum Wina, Penfolds i Rosemount w PWW i Partner Center, Henschke i Yalumba w Sommelier Dystr., Peter Lehmann w Bodega Marques, Hardys w każdym hipermarkecie. Itd itp etc i tepe…

Ikony wina Australii

 

Nadeszło jednak nowe, i w dzisiejszych czasach, klasyki częściowo poznikały, a scena rozwarstwiła się tak, jak i zmieniły się rynkowe realia. Mamy wina zwane popularnymi, znane z gigantycznych skal działania, jak choćby Yellow Tail, a szpicę oferty obsadziły wina tak wyjątkowe, jak tylko możemy sobie wyobrazić. Gdzie ich szukać? Chętnych wrażeń odsyłam do najlepszego antypodyjskiego importera – Wines United i ich sklepu internetowego zakręconewina.pl . Piotr Wyszomirski, eks-Aborygen z dwudziestoletnim stażem, skompletował nazwy przyprawiające o dreszczyk każdego, kto choć trochę australijskim winem się interesuje: od majestatycznych win Torbreck i niepowtarzalnych d’Arenberg, przez Clarendon Hills, Paringa Estate, Grosset, Shaw & Smith, Two Hands, Stella Bella, Robert Johnson, Wirra Wirra,  aż po budżetowe cacuszka od Quarisa.

Chester Osborn. Legenda kraju i enolog d'Arenberg

Chester Osborn. Legenda kraju i enolog d’Arenberg

Na drugim biegunie, najpopularniejszą marką australijskiego wina jest w naszym kraju Jacob’s Creek. kłopot w tym, że tak naprawdę… praktycznie w ogóle nie znamy tych win. Owszem, owszem – mamy na półkach bardzo dobrze wykonaną bazową linię, do której całkiem niedawno dołączyły wina dedykowane dla naszego rynku. To wszystko okraszone dwoma etykietami z serii „Reserve” i basta. Tyle, że owa seria to zaledwie rozgrzewka w drodze do ikon producenta – Johann’a, St. Hugo, Centenary Hill i Ski! A w ubiegłym roku, podczas „Savour” – pierwszego światowego forum win australijskich w Adelajdzie, miałem okazję pojechać do Barossa Valley i okolic, by przekonać się, jak cała ta plejada rośnie, wygląda i smakuje. Nie zapominając o degustacjach podczas forum, gdzie testowaliśmy Johann’a wraz z najsłynniejszymi lokalnymi enologami, pośród takich win jak choćby Grange, Hill of Grace i Dead Arm, a St. Hugo w ośmiu kieliszkach – 7 z winami ze składowych parcel i 8-go z wynikiem ich połączenia. Żyć, nie umierać… Kiedy zatem Mikołaj zapytał, czy chciałbym wrócić do trzech z nich, nawet przez chwilę nie odmawiałem, a pierwszą z nich rozłupałem przy pierwszej sposobności. Pozostałe dwie postanowiłem wykorzystać, by przekazać tu i przez Winneblogi,, że Jacob’s Creek nie bez kozery jest corocznym wręcz partnerem Australian Open, a i Wimbledonu też się zdarzyło….

Steingarten

Steingarten

Zasiedliśmy w pięciu, jak zwykle w private room’ie Winosfery przy ul. Chłodnej, a każdy miał za zadanie przynieść butelkę Shiraza lub Rieslinga, ewentualnie obydwu, z Australii Południowo-Wschodniej, średniej lub górnej półki. Uzbieraliśmy flaszek osiem – 5 czerwonych i 3 białe, a wszystkie próbowaliśmy w ciemno z owiniętych szczelnie butelek. Każdy przyznawał punty od 1 do 10 w skali atrakcyjności, które sumowaliśmy i wyliczaliśmy średnią. Oprócz tego – każdy punktował dla własnych potrzeb, według skali używanej na swoim blogu. A oto wyniki i krótkie notki:

IMG_7116

 

2012 Jacob’s Creek Steingarten Riesling Eden

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Swobodnie może stawiać czoła europejskim klasykom i jednocześnie stanowić szablon Rieslinga z Eden i Barossa. Pachnie świeżo, morelą, sokiem z limonki, młodzieńczo, intensywnie, daleko tu do ewolucji i przyciężkawości. Jest niesamowicie orzeźwiające, eleganckie, lekkuchno surowe, długie i atrakcyjne. Wiem, że dużo przed nim, po piłem jego bardzo dojrzałe, satynowe i złożone w smaku edycje. 90 pkt. na teraz. W skali spotkania, czyli atrakcyjności, otrzymał 7,8, a u mnie 9. Przewidywana cena 99 PLN, namawiajmy Pernod-Ricard, by się wreszcie zdecydował 😉

2010 Wakefield Riesling Clare

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Bardzo ładnie rozwinięty, w szczycie formy, wszystko zgrane i w swoim czasie. Trochę nafty, trochę gruszki, brzoskwini, miodu i kapiącej od dojrzałości cytryny. Nieco szczuplejszy od kolegi powyżej i mniej trwale otulający język całym dobrodziejstwem aromatów. U mnie zasłużył na 86 punktów, a w panelowej skali odpowiednio 6,6 od gremium i 7 od tu piszącego. Kosztuje 74 złotówki w Vininowa.

2008 Peter Lehmann Riesling Eden

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Stary, dobry znajomy… Bardzo dobry! To z nim prawie 12 lat temu rozpocząłem znajomość z Aussie Riesling. Zaprawdę, trzyma klasę, aż miło i choć rozwój wina jest oczywisty od początku, w ciemno dawałem mu rok-dwa mniej. Płynie welonem, nęci kandyzowanym grapefruitem, przejrzałymi gruszkami, pieczonym jabłkiem, odrobiną miodowej gryczaności i słoności, kończąc się w sposób długi, efektowny i… przyjemnie rześki. Ode mnie 87 pkt – za klasę i wdzięk. a w skali panelu po kolei 7 i 7. Do kupienia w Winestory za 59 złociszy! (a w promocji nawet i za… 40!!! Nie wierzę….

2012 Wolf Blass Bilyara Shiraz South Australia

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Lekkie rozczarowanie, zwłaszcza w kontekście ceny rywala powyżej. Nieskomplikowane, prościuchne aż piszczy, silny czerwony owoc porzeczki i wiśni mącony jest zielenią tanin.  Przy sprawnym połączeniu z potrawa na pewno zyska, bo indywidualistą na pewno być nie  potrafi. Zakładam, że w degustacji porównawczej nie pokonałby Shiraz-Cab z bazowej linii Jacobsa. Punktów wart 82, a w panelu zyskał u mnie 4, a średnio 4,4. Sprzedają je Alkohole Świata za 40 złotówek.

2009 Jacob’s Creek Centenary Hill Shiraz Barossa

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Dla mnie – wino panelu. Solista, wino spektakularne, pluszowe, w przódy ogłuszające nos fangą aromatów wiśniowej nalewki, czereśni, jagód, śliwkowego likworu, śliwki kalifornijskiej, cedru, pieprzu, gorzkiej czekolady itd itd… W ogóle nie myśli o emeryturze – wręcz przeciwnie, zachowuje się jak młokos. Finisz jest długaśny, smakowity, świeży jak owoce rwane prosto z krzewu. Trzeba jednak oddać, że gdyby był dostępny – byłby najdroższym spośród testowanych win. Szczere 93 punkty z ciekawością na przyszłość, a w panelu 10 od autora wpisu i 9 od wszystkich razem. Pernod-Ricard wycenia je na 199 zł, a ja proszę w imieniu własnym, restauracji i winolubów – dajcie je tu!

2012 Cool Woods Shiraz South Australia

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Cool Woods przywrócił mi mi chwilę myśli o Bilyara, lecz tu wszystko dzieje się zgrabnej, dosadniej i ładniej. Także rządzi tu zdecydowanie czerwony owoc, lecz przyjemny, intensywny, troszkę landrynkowy, a całą zabawę znów psuje dojrzałość gron, przez co wino nieco gryzie dziąsła i trąci szypułkową zielenią. Chętnie jednak postawiłbym je na stole obok zacnego mięska, które pomogłoby mu pokazać się bardziej różowo. Jak na moje oko 84 punkty, panelowo 7 i 6,8. Gdzie jest do nabycia? W Domu Wina, za 45 PLN.

2012 Hereford Shiraz Heathcote

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Ta flaszka zabrała mnie w przyjemną podróż do Victorii, do Heathcote, gdzie panujące warunki nie do końca da się porównać z Barossa, Eden czy Clare. Nie było zatem wyjścia – musiało być w nim coś, co odróżniłoby je od kolegów z SA. Tanina bardzo ładnie zarysowana, chrupka, zadziorna, sporo czarnego, słodkawego owocu, nie ma jednak mowy o konfiturach i nalewkach. Są czereśnie, śliwki, jeżyna i aronia, jest korzenność, a wszystko jest przyjemnie świeże i słodkie zarazem. Tym winem spokojnie można wypełnić lukę pomiędzy słowami, a i strawa będzie mu miła.  Chętnie dam mu punktów 86 i panelową 7, a wszyscy razem taką samą siódemkę. Wino sprzedaje Dobre Wina za 99 złotówek, a w promocji za, khm khm, 39 plnów!!!)

2009 Peter Lehmann Futures Shiraz Barossa

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Na zakończenie wracamy do producenta, który jest dla mnie szczególny. Trzy, spośród czterech mistrzostw świata i Europy, w których brałem udział, były sponsorowane także przez Peter Lehmann. Był organizowany konkurs Shiraza, a całość prowadził Hans Astrom, którego zapomnieć się nie da. Wino? Wino! Wino… Znam je z tamtych czasów. Znakomicie dojrzało, czuć słodycz warzywnych, karmelowych, figowych i orzechowych nut ewolucji, pomieszanych z jagodową konfiturą i śliwkowym powidłem. Plus słodkie, aksamitne taniny. I reszty nie trzeba. Wino do zamyślenia się, ale i do kawałka pieczystego. Przyklejam mu 89 punktów, a z  panelu moje 9 i 9,2 średniej. Kupujcie w Winestory po 89 plnów.

I sami teraz osądźcie, czy na pewno dobrze znacie i prawidłowo postrzegacie Jacob’s Creek? Jeżeli macie ochotę poznać prawdę, zajrzycie tu i udawajcie, że jesteście z USA 😉

Pozostałe relacje uczestników spotkania znajdziecie na:

winiacz.com

powinowaci.pl

mariuszboguszewski.blogspot.com

ms-sommelier.pl

07 sty

Niespodziewanki z Monte da Ravasqueira

Monte da Ravasqueira Premium

Alentejo śmiało można nazwać tygrysem winiarskiej Portugalii. Gdy kraj dołączał do Unii Europejskiej, w regionie wytwarzano zaledwie ok. 2% win portugalskich. Dziś, niecałe 30 lat później, z alenteżańskich winnic wyrusza w świat niemal POŁOWA ogółu flaszek ojczyzny Porto, Madeiry i Vinho Verde. Kraina położona na południe od Lizbony, po lewej stronie Tagu, a powyżej Algarve, wcześniej winiarsko słynęła przede wszystkim z upraw dębu korkowego i wytwarzania korka, którego region był niemal światowym monopolistą i w szczytowych okresach odpowiadał za trzy czwarte światowej produkcji.

Do Monte da Ravasqueira trafiłem w lipcu ubiegłego roku. Cóż to była za wizyta! Same zaskoczenia! Oprócz panującego upału wszakże, na który wszyscy byliśmy gotowi, a nawet – niecierpliwi by w nim utonąć. Sam krajobraz jednak był zgoła odmienny. Przyzwyczajony do niewielkiego pofałdowania terenu w innych częściach regionu, tu trafiliśmy w krajobraz solidnie obsiany różnymi wysokościami. Po drugie – o ile cala posiadłość zajmuje imponujący obszar, to winnice objęły zaledwie sześćdziesiąt kilka hektarów. Kolejnym zaskoczeniem były odmiany, którymi winnice są obsadzone. Owszem – są portugalskie klasyki, ale niektóre nazwy, o których poniżej, na pewno z Alentejo się nie kojarzą! Co więcej? Ano prywatne muzeum karoc i powozów konnych, w jednym z tradycyjnie dla regionu biało-niebieskich budynków.

Monte da Ravasqueira 20140703_123653 20140703_123922 20140703_152730 20140703_153425

Czas mijał,  święta zbliżały się śmiałymi krokami, a Mikołaj szalał jak w ukropie. W jednej z paczek, a właściwie w kilku paczkach, przywiózł kolekcję win Monte da Ravasqueira. Tych, których okazje miałem już próbować w posiadłości, ale także tych z odmian, które widziane w Alentejo wprawiły mnie w osłupienie. Do przesyłki dołączony był list z prośbą o wskazanie tych, które chciałbym mieć okazję próbować w kolejnych latach, wyjmując je ze skrzyneczek czekających na podróż do Warszawy.

Niewiele się zastanawiając, zapytałem kilku piszących o winie kolegów, czy nie mieliby ochoty spróbować tych cudeniek wspólnie. Ku mojej radości – wszystkim chciało się pić, zatem skorzystawszy z gościnnych progów Winosfery przy Chłodnej 31, wyposażeni przez głównego enologa Monte da Ravasqueira – Pedro Pereira Gonçalves‚a w karty techniczne win, zasiedliśmy razem, przy okazji powołując do życia nowe ciało – „Winneblogi”, do których już dołączają nowi koledzy, a którego ideą przewodnią jest swoboda wypowiedzi i kolejne liba… eee… degustacje, na wspólnie uprzednio zadane tematy. Nasłuchujcie!

Winneblogi IMG_6841 IMG_6843 IMG_6844

W lekko telegraficznym skrócie wyjawię swoje myśli o nadesłanych winach, a Was zachęcam do zajrzenia na strony pozostałych uczestników wydarzenia. Linki do odpowiednich stron znajdziecie w zakładce „Polecam

Monte da Ravasqueira White IMG_6828 IMG_6829

2013 Alvarinho VR Alentejano (0,8 ha i 3206 but.) – odmiana świetnie znana z Rias Baixas w hiszpańskiej Galicji i najlepszych Vinho Verde z portugalskiego Minho. W Alentejo – wręcz wybryk winiarza, o czym świadczy choćby areał winnicy i ilość butelek. Wino? Na pewno inne, niż te już nam znane wcześniej. Pachnie spokojnie, świeżo, nutami roślinnymi, kwiatowymi, moreli i cytrusów.  W ustach także lekko mineralne, treściwe i bardzo odświeżające. Zapewne duża tu rola schładzania winogron przed fermentacją i niskiej jej temperatury, połączonej z kilkumiesięcznym dojrzewaniem na osadzie i regularnym battonage. Dość powiedzieć, że o ile alkohol to słuszne 12, 5%, to kwasowość, uwaga, aż 8,5g.! Nie ulega wątpliwości, że przy łączeniu z morskim jedzeniem będzie miało wiele do zaoferowania, a także z sałatkami i jako polepszacz życia w upalne dni także, pite z kieliszków do Rieslinga/Sauvignon Blanc, schłodzone do 8 stopni. Tymczasem, ode mnie 87 pkt.

2013 Viognier VR Alentejano (1,4 ha i 3321 but.) – to jeszcze większe zaskoczenie. Przyzwyczajony do w większości obfitych w wymowie i tęgich w budowie win odmiany, tu mamy ciekawą kombinację. Zaledwie 12% alkoholu, kwasowość aż 7,9g!!! Do kompletu – 6 miesięcy we francuskich baryłkach. Darmo szukać kapiących sokiem brzoskwiń, kandyzowanych grapefruita i cytryny. Aromaty owoców są świeże, okolone nutami wanilii, białej czekolady i gałki muszkatołowej. W ustach lekko maślane, bardzo pobudzające i złożone. Potrzebuje chwili by się otworzyć, lecz moim zdaniem bardziej pomoże mu chwila cierpliwości, tak kwartał-dwa, by pięknie się poukładać. Łączcie je do konkretnego jadła – wieprza, indyka, cięższego ptactwa w maślanych, musztardowych tudzież opartych na szlachetnym alkoholu. Serwujcie w temperaturze 12 stopni, w kieliszkach do Chardonnay, a i będzie wdzięczne za półgodzinną dekantację w wąskiej karafce. Przyklejam mu punktów 87 i wierzę, że jeszcze zyska.

2012 MR Premium Branco VR Alentejano (1 ha i 2137 but.) – najwyżej lokowana seria win producenta. Bardzo, ale to bardzo ciekawy zestaw odmian: Viognier, Alvarinho, Semillon, Arinto i Marsanne. „Reszty nie trzeba”… Fermentacja w stali nierdzewnej, roczne dojrzewanie sur lie we francuskich baryłkach i… 12% alkoholu bijące wytłumiane przez 7,4 g. kwasów… Wino rok starsze od poprzednich, ułożone, eleganckie. Aromaty limonki, dojrzałej moreli, akacji  i pieczonych jabłek, zgrabnie współgrają w muślinowym ciele z mineralnością, nutami korzennymi i balsamicznymi. Homar w sosie koniakowym? 😉 Czemu nie?! I tego typu historiami za nim podążajcie, dekantując godzinkę w wąskiej karafce i nalewając do kieliszków do… czerwonego wina, najlepiej takimi jak do Amarone i Shiraz. Wyznaczam mu wartość 91 punktów i życzę smacznego.

Monte da Ravasqueira Red

2012 NA Nero d’Avola VR Alentejano (0,38 ha i 3298 but.) – Sycylia po portugalsku? Wpadlibyście na taki pomysł? A wynik jest imponujący, w stylu modnym na wyspie bardziej dziś, niż wczoraj. Owszem – starzenie 16 miesięcy w baryłkach zrobiło swoje, jednak mamy tu grę świeżej wiśni, jagód, mentolu, oplecionych w waniliowo-pieprzną siatkę. Taniny są drobne i wygładzone, a całość zdaje się być żwawa i młodzieńcza. Śmiało podawajcie je do konfitowanej kaczej łapy, aromatycznych wędlin i wysmażonego antrykotu, w temperaturze 16 stopni, w kieliszkach do Sangiovese, a jak się da – dekantujcie je godzinę w szerokiej karafce, by w pełni cieszyć się 88 punktami, których jest warte.

2012 Syrah-Viognier VR Alentejano (2 ha i 3374 but.) – pomysł doskonale znany z „obydwu ojczyzn” Syrah/Shiraz, czyli północnej części Doliny Rodanu i Australii. Muszę przyznać, że z tej serii najbardziej przypadło mi do gustu. W aromatach więcej tu Antypodów, a w budowie – europejskiej klasyki: 13,5% alkoholu i kwasowość na poziomie 6,8 g. mówi sama za siebie. Jest tu i wędzona śliwka, i pieprzność, i czarne wiśnie, a w tle co-nieco słodyczy z półtorarocznego pobytu w baryłkach, któremu wino oparło się najmocniej z „kolegów”. Moje ulubione kotleciki jagnięce w baskijskich klimatach byłyby pasowałyby jak złoto, choć i gęsia noga z żurawiną też by nie zginęła, tak jak i stek z tuńczyka. Pije się dobrze z kieliszków do Shiraza, schłodzone do 18 stopni i podziękuje na pewno za krótką dekantację. Wszystkimi 88 punktami.

2012 Touriga Franca VR Alentejano (1,5 ha i 3269 but.) – jeden z portugalskich klasyków, doskonale znany jako element składowy choćby w legendarnym Porto. Ta dość aromatyczna i niezbyt taniczna odmiana tego dnia wydala nam się najtrudniejsza. Może wolałaby leżeć w baryłkach krócej niż 18 miesięcy? Stawiam na to, choćby ze względu na rolę aromatów korzennych i roślinnych, dominujących nad leśnoowocowokonfiturową nutą także w smaku. W połączeniu z intensywnym uderzeniem tanin, stawia przed winem głównie rolę elementu duetu ze strawą. Jaka? Dajmy na to – nasze bitki z kaszą gryczaną, różnego rodzaju cięższe potrawy z mięs duszonych i gulaszowe sprawy  w pieprznych, acz nie pikantnych wydaniach. Dekantacja – koniecznie, nie krócej niż godzinę, temperatura – 18 stopni. Kieliszki – do Bordeaux. Punkty – 85 i z ciekawością czekam na kolejne próby.

Także na Petit Verdot, które tym razem trafiło nam się zaatakowane choroba korka, a także Sangiovese i resztę niecodziennej spółki.

Monte da Ravasqueira PremiumIMG_6862

2012 Vinha Das Romas VR Alentejano (7,5 ha i 26964 but) – najbardziej „komercyjne” spośród opisywanych tu win. I myli się zasadniczo ten, kto myśli, że odnoszę się do ilości wytworzonych butelek, bo to nadal wartości rzemieślnicze. Odnoszę się tylko i wyłącznie do smaku wina. Połączenie Syrah i Touriga Franca, leżakowało 20 miesięcy w nowych baryłkach z dębu francuskiego. Wino jest duże, gęste, masywne, konfiturowo-nalewkowo-cukierniczo-balsamiczne. Trzeba jednak oddać winiarzom ukłon za spryt i powściągliwość, dzięki czemu cieszymy się kombinacją 13% alko i kwasowości na poziomie 6g., co daje winu narzędzia do bycia widowiskowym, lecz i klasowym. Szukacie tła do „posiadówki” z przyjaciółmi w chłodny wieczór? Proszę bardzo! To jest dokładnie to! Szybkie przewietrzenie w szerokiej karafce more than welcome, kieliszki do Shiraza lub duże do Bordeaux, 18 stopni Celsjusza i 87 punktów.

2012 MR Premium Tinto VR Alentejano (2.5 ha i 6,312 but. 0,75l., 111 1,5l. i 50 3l.) – clou programu, czyli topowe wino czerwone ze stajni MdR. Mariaż Syrah, Touriga Nacional, Touriga Franca i Aragonez (tak, oczywiście – Tempranillo), który oprócz schłodzenia gron, przeszedł także przed fermentacją 5 dniową macerację w otwartych prasach. I to czuć od razu, mimo, że wino leżało w nowych baryłkach jeszcze dłużej niż poprzednik, bo aż 22 m-ce. Mimo wyższego poziomu alkoholu i podobnej kwasowości, prezentuje się jako wino bardziej szlachetne, eleganckie, i złożone.Z jednej strony dojrzale czereśnie, czarne wiśnie, jagody i śliwkowe powidło, z drugiej czekolada, pieprz i cedr, z trzeciej czarne oliwki i słoność, a z czwartej lekuchno bakaliowe. Wino -solista można by rzec. Można, lecz równie znakomicie zagra w duecie. Do przekąszania z kawałkiem dobrego cheddara czy dojrzałej goudy – miodzio. Do steak’a medium-rare z borowikami z patelni – pyszka. Koniecznie lubi poleżeć godzinkę-dwie w dekanterze, być pite z dużych kieliszków do Bordeaux, w 18 stopniowym upale, przyozdobione girlandą 93 punktów.

Teraz już tez wiem, o co poprosić Pedro, by móc w trudu i znoju sprawdzać powyższe teorie 😉

P.S. – Importerzy – ceny, o ile je dobrze pamiętam, dają więcej niż szansę na sympatię klientów …

22 gru

Xmas Fantastischen Vier

W drogę!

W drogę!

Nadszedł czas ostatnich, nerwowych podrygiwań w świątecznym szaleństwie zakupów. Co ma być w piekarniku – tam jest, co się gotuje już drugi raz z czterech – pyrka na palniku. Skarpety spakowane, choinka rozpoczęła już proces schnięcia. Ostatni etap – co tu pić Tomku? Co tu pić? Nie będę się rozwlekał i spiszę moją czwórkę, która w te święta będzie moją wybranką. I tyle. I basta. Kto chce precyzjologii, niechaj zajrzy tu – może się uda? A kto chce iść podobnym tropem, niechaj czyni co widać poniżej,  absolutnie dowolnym środkiem lokomocji…

Egon Muller Scharzhofberger Riesling Kabinett Mosel-Saar-Ruver 2009 – 

Perpetum mobile

Perpetum mobile

To jest król mój, jego sąsiadów, rizlingożerców i… zwolenników winek. W jednej flaszce zamknięto kunszt nad kunsztami i zwykłą, bezpretensjonalną przyjemność bycia. Tu i teraz. Z nimi i z nim. Kto chce, może skupiać się i wybierać garściami ekspresję odmiany, terroir, i chirurgiczną precyzję konstrukcji. Kto nie ma ochoty tracić na to wszystko czasu, ucieszy się niemożebnie subtelną słodyczą, ładunkiem nut brzoskwiń, moreli, cytryn, odrobiną słoności, miodowego tła i kamienistej mineralności. Bajka i pyszota w jednym.

Pijcie schłodzoną do 10 stopni, w kieliszkach, a jakże, do Rieslinga, bez zbędnych formalności. Kupicie je w Centrum Wina i Winezji. Ceny Egona nie są niskie i nigdy nie będą, tak jak i oceny jego win. Ode mnie skromne ten 93 punkty i niepohamowany apetyt na spotkanie „asap”z każdym możliwym rocznikiem.

Haha Pinot Noir Malborough 2011 –

Sentymencik

Sentymencik

Jak widać na załączonym obrazku, z tym winem mam szczególne porachunki. Było razem z Mają i mną w dniu naszego ślubu. W tamtej scenerii, pośrodku winnicy Jasiel, w deszczowy, sierpniowy dzień, znikało niczym kamfora świetnie towarzysząc pierwszemu posiłkowi i emocjom.

A co w kieliszku? Nowozelandzkie Marlborough pełną gębą. Intensywna, choć dość lekka suknia, konkretnie aromatyczne, soczyste i aksamitne. Tu trochę dojrzałych wiśni, tam trochę słodkich malin i jagód, dookoła płatki róż, a w środku goździkowo-pieprzne. Serwujcie w kieliszkach do czerwonych Burgundów, w temperaturze 14-16 stopni, zależnie od temperatury wokół, z uprzednią, półgodzinną pobudką w wąskiej karafce. Do kupienia w Zakreconewina.pl za 96 plnów, wraz z należnymi mu 89 pkt.

Tokaj Nobilis Amicus 2008 –

Ambrozja

Ambrozja

A gdy przyjdzie już kolej na ciasta, z obowiązkowymi drożdżowymi i piaskowymi babami, keksem, sernikami i makowcem, pomyślę o tej oto flaszeczce słodyczy z Tokaju. Nie szukajcie na etykiecie napisów dobrze znanych z tokajskich stron. To maleństwo reprezentuje nową generację – winiarzy i stylu win. Owszem – jest starzone w beczce, ma sporo struktury, jednak daleko mu do słono-słodko-gorzkich Aszu. Tu zdecydowanie więcej świeżości w aromatach kandyzowanych jabłek, ananasa, moreli i gruszek, w akompaniamencie miodu, rodzynek i daktyli. Powinno być pite dość mocno schłodzone, tak do 8 stopni, w kieliszkach do win słodkich lub do Rieslinga itp. Kupicie je w Rafa Wino, a w Wawie np. w Alewino na Mokotowskiej 48, za nieco ponad 60 złotówek, przy okazji poznając wino warte 86 punktów

Ferreira Dona Antonia Reserve Tawny Porto – 

Panaceum

Panaceum

Co tu dużo mówić? Gdy już ucichnie gwar przy stole, goście sobie pójdą, tudzież zostaną z nami i będą chcieli porozmawiać o życiu i o śmierci, takie wina jak to świetnie sprawdzą się w roli paliwa dla umysłu i wspomagacza żołądków… Tu mamy do czynienia z kultowym producentem, z etykietą dedykowaną najsłynniejszej niewieście Douro i Porto, która dla swojego regionu była niczym M.me Cliquot-Ponsardin dla Szampanii. Tej edycji przyznaję, 92 pkt. Niestety – nie wiem, czy jest ona już dostępna w Polsce, lecz…

U każdego dobrego producenta w butelce mamy to co najlepsze w tawny – ewolucję, integrację, wielowarstwowość, słoność, słodycz, orzeźwienie. Nuty likworu, konfitur, bakalii. korzeni i suszonych owoców. Które z nich dostępne na rynku wybierzecie – to już nie moja sprawa. Ważne, żeby w tym przypadku nie żałować kilku groszy. Tym bardziej, że może stać otwarte w lodówce i miesiąc, a pić je najlepiej w temperaturze 14-16 stopni, z kieliszków do porto, tzw. copita, albo w tych do Rieslinga/Sangiovese.

Wesołych i zdrowych Świąt. No i oczywiście – grzecznego Mikołaja 😉