15 sty

Znacie Jacob’s Creek? Figa z makiem!!!

Australia jest w naszym pięknym kraju słowem bardzo lubianym… Z wielu powodów. Chcecie kilka? Nie ma sprawy! Miś koala. Opera w Sydney. Ciepełko. „Powrót do Edenu”. „Krokodyl Dundee”. Paczki od rodziny z drugiego obszaru płatniczego. Tyle tytułem wstępu… Z winami sprawa ma się zresztą podobnie. Podobnie uroczo, i podobnie… beztrosko, by nie powiedzieć: lekceważąco. Ot – takie tam milusie, smaczniutkie winka dla każdego… I w sumie nie sposób się nie zgodzić z dwoma ostatnimi wyrazami poprzedniego zdania. Z drobną, aczkolwiek wiele znaczącą i wymowną różnicą… Od samego początku mieliśmy w Polsce wygodę poznawania klasyków wśród marek australijskich winnic: Mountadam w LPDV, Lindemans w Centrum Wina, Penfolds i Rosemount w PWW i Partner Center, Henschke i Yalumba w Sommelier Dystr., Peter Lehmann w Bodega Marques, Hardys w każdym hipermarkecie. Itd itp etc i tepe…

Ikony wina Australii

 

Nadeszło jednak nowe, i w dzisiejszych czasach, klasyki częściowo poznikały, a scena rozwarstwiła się tak, jak i zmieniły się rynkowe realia. Mamy wina zwane popularnymi, znane z gigantycznych skal działania, jak choćby Yellow Tail, a szpicę oferty obsadziły wina tak wyjątkowe, jak tylko możemy sobie wyobrazić. Gdzie ich szukać? Chętnych wrażeń odsyłam do najlepszego antypodyjskiego importera – Wines United i ich sklepu internetowego zakręconewina.pl . Piotr Wyszomirski, eks-Aborygen z dwudziestoletnim stażem, skompletował nazwy przyprawiające o dreszczyk każdego, kto choć trochę australijskim winem się interesuje: od majestatycznych win Torbreck i niepowtarzalnych d’Arenberg, przez Clarendon Hills, Paringa Estate, Grosset, Shaw & Smith, Two Hands, Stella Bella, Robert Johnson, Wirra Wirra,  aż po budżetowe cacuszka od Quarisa.

Chester Osborn. Legenda kraju i enolog d'Arenberg

Chester Osborn. Legenda kraju i enolog d’Arenberg

Na drugim biegunie, najpopularniejszą marką australijskiego wina jest w naszym kraju Jacob’s Creek. kłopot w tym, że tak naprawdę… praktycznie w ogóle nie znamy tych win. Owszem, owszem – mamy na półkach bardzo dobrze wykonaną bazową linię, do której całkiem niedawno dołączyły wina dedykowane dla naszego rynku. To wszystko okraszone dwoma etykietami z serii „Reserve” i basta. Tyle, że owa seria to zaledwie rozgrzewka w drodze do ikon producenta – Johann’a, St. Hugo, Centenary Hill i Ski! A w ubiegłym roku, podczas „Savour” – pierwszego światowego forum win australijskich w Adelajdzie, miałem okazję pojechać do Barossa Valley i okolic, by przekonać się, jak cała ta plejada rośnie, wygląda i smakuje. Nie zapominając o degustacjach podczas forum, gdzie testowaliśmy Johann’a wraz z najsłynniejszymi lokalnymi enologami, pośród takich win jak choćby Grange, Hill of Grace i Dead Arm, a St. Hugo w ośmiu kieliszkach – 7 z winami ze składowych parcel i 8-go z wynikiem ich połączenia. Żyć, nie umierać… Kiedy zatem Mikołaj zapytał, czy chciałbym wrócić do trzech z nich, nawet przez chwilę nie odmawiałem, a pierwszą z nich rozłupałem przy pierwszej sposobności. Pozostałe dwie postanowiłem wykorzystać, by przekazać tu i przez Winneblogi,, że Jacob’s Creek nie bez kozery jest corocznym wręcz partnerem Australian Open, a i Wimbledonu też się zdarzyło….

Steingarten

Steingarten

Zasiedliśmy w pięciu, jak zwykle w private room’ie Winosfery przy ul. Chłodnej, a każdy miał za zadanie przynieść butelkę Shiraza lub Rieslinga, ewentualnie obydwu, z Australii Południowo-Wschodniej, średniej lub górnej półki. Uzbieraliśmy flaszek osiem – 5 czerwonych i 3 białe, a wszystkie próbowaliśmy w ciemno z owiniętych szczelnie butelek. Każdy przyznawał punty od 1 do 10 w skali atrakcyjności, które sumowaliśmy i wyliczaliśmy średnią. Oprócz tego – każdy punktował dla własnych potrzeb, według skali używanej na swoim blogu. A oto wyniki i krótkie notki:

IMG_7116

 

2012 Jacob’s Creek Steingarten Riesling Eden

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Swobodnie może stawiać czoła europejskim klasykom i jednocześnie stanowić szablon Rieslinga z Eden i Barossa. Pachnie świeżo, morelą, sokiem z limonki, młodzieńczo, intensywnie, daleko tu do ewolucji i przyciężkawości. Jest niesamowicie orzeźwiające, eleganckie, lekkuchno surowe, długie i atrakcyjne. Wiem, że dużo przed nim, po piłem jego bardzo dojrzałe, satynowe i złożone w smaku edycje. 90 pkt. na teraz. W skali spotkania, czyli atrakcyjności, otrzymał 7,8, a u mnie 9. Przewidywana cena 99 PLN, namawiajmy Pernod-Ricard, by się wreszcie zdecydował 😉

2010 Wakefield Riesling Clare

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Bardzo ładnie rozwinięty, w szczycie formy, wszystko zgrane i w swoim czasie. Trochę nafty, trochę gruszki, brzoskwini, miodu i kapiącej od dojrzałości cytryny. Nieco szczuplejszy od kolegi powyżej i mniej trwale otulający język całym dobrodziejstwem aromatów. U mnie zasłużył na 86 punktów, a w panelowej skali odpowiednio 6,6 od gremium i 7 od tu piszącego. Kosztuje 74 złotówki w Vininowa.

2008 Peter Lehmann Riesling Eden

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Stary, dobry znajomy… Bardzo dobry! To z nim prawie 12 lat temu rozpocząłem znajomość z Aussie Riesling. Zaprawdę, trzyma klasę, aż miło i choć rozwój wina jest oczywisty od początku, w ciemno dawałem mu rok-dwa mniej. Płynie welonem, nęci kandyzowanym grapefruitem, przejrzałymi gruszkami, pieczonym jabłkiem, odrobiną miodowej gryczaności i słoności, kończąc się w sposób długi, efektowny i… przyjemnie rześki. Ode mnie 87 pkt – za klasę i wdzięk. a w skali panelu po kolei 7 i 7. Do kupienia w Winestory za 59 złociszy! (a w promocji nawet i za… 40!!! Nie wierzę….

2012 Wolf Blass Bilyara Shiraz South Australia

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Lekkie rozczarowanie, zwłaszcza w kontekście ceny rywala powyżej. Nieskomplikowane, prościuchne aż piszczy, silny czerwony owoc porzeczki i wiśni mącony jest zielenią tanin.  Przy sprawnym połączeniu z potrawa na pewno zyska, bo indywidualistą na pewno być nie  potrafi. Zakładam, że w degustacji porównawczej nie pokonałby Shiraz-Cab z bazowej linii Jacobsa. Punktów wart 82, a w panelu zyskał u mnie 4, a średnio 4,4. Sprzedają je Alkohole Świata za 40 złotówek.

2009 Jacob’s Creek Centenary Hill Shiraz Barossa

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Dla mnie – wino panelu. Solista, wino spektakularne, pluszowe, w przódy ogłuszające nos fangą aromatów wiśniowej nalewki, czereśni, jagód, śliwkowego likworu, śliwki kalifornijskiej, cedru, pieprzu, gorzkiej czekolady itd itd… W ogóle nie myśli o emeryturze – wręcz przeciwnie, zachowuje się jak młokos. Finisz jest długaśny, smakowity, świeży jak owoce rwane prosto z krzewu. Trzeba jednak oddać, że gdyby był dostępny – byłby najdroższym spośród testowanych win. Szczere 93 punkty z ciekawością na przyszłość, a w panelu 10 od autora wpisu i 9 od wszystkich razem. Pernod-Ricard wycenia je na 199 zł, a ja proszę w imieniu własnym, restauracji i winolubów – dajcie je tu!

2012 Cool Woods Shiraz South Australia

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Cool Woods przywrócił mi mi chwilę myśli o Bilyara, lecz tu wszystko dzieje się zgrabnej, dosadniej i ładniej. Także rządzi tu zdecydowanie czerwony owoc, lecz przyjemny, intensywny, troszkę landrynkowy, a całą zabawę znów psuje dojrzałość gron, przez co wino nieco gryzie dziąsła i trąci szypułkową zielenią. Chętnie jednak postawiłbym je na stole obok zacnego mięska, które pomogłoby mu pokazać się bardziej różowo. Jak na moje oko 84 punkty, panelowo 7 i 6,8. Gdzie jest do nabycia? W Domu Wina, za 45 PLN.

2012 Hereford Shiraz Heathcote

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Ta flaszka zabrała mnie w przyjemną podróż do Victorii, do Heathcote, gdzie panujące warunki nie do końca da się porównać z Barossa, Eden czy Clare. Nie było zatem wyjścia – musiało być w nim coś, co odróżniłoby je od kolegów z SA. Tanina bardzo ładnie zarysowana, chrupka, zadziorna, sporo czarnego, słodkawego owocu, nie ma jednak mowy o konfiturach i nalewkach. Są czereśnie, śliwki, jeżyna i aronia, jest korzenność, a wszystko jest przyjemnie świeże i słodkie zarazem. Tym winem spokojnie można wypełnić lukę pomiędzy słowami, a i strawa będzie mu miła.  Chętnie dam mu punktów 86 i panelową 7, a wszyscy razem taką samą siódemkę. Wino sprzedaje Dobre Wina za 99 złotówek, a w promocji za, khm khm, 39 plnów!!!)

2009 Peter Lehmann Futures Shiraz Barossa

Fot. Olaf Kuziemka

Fot. Olaf Kuziemka

Na zakończenie wracamy do producenta, który jest dla mnie szczególny. Trzy, spośród czterech mistrzostw świata i Europy, w których brałem udział, były sponsorowane także przez Peter Lehmann. Był organizowany konkurs Shiraza, a całość prowadził Hans Astrom, którego zapomnieć się nie da. Wino? Wino! Wino… Znam je z tamtych czasów. Znakomicie dojrzało, czuć słodycz warzywnych, karmelowych, figowych i orzechowych nut ewolucji, pomieszanych z jagodową konfiturą i śliwkowym powidłem. Plus słodkie, aksamitne taniny. I reszty nie trzeba. Wino do zamyślenia się, ale i do kawałka pieczystego. Przyklejam mu 89 punktów, a z  panelu moje 9 i 9,2 średniej. Kupujcie w Winestory po 89 plnów.

I sami teraz osądźcie, czy na pewno dobrze znacie i prawidłowo postrzegacie Jacob’s Creek? Jeżeli macie ochotę poznać prawdę, zajrzycie tu i udawajcie, że jesteście z USA 😉

Pozostałe relacje uczestników spotkania znajdziecie na:

winiacz.com

powinowaci.pl

mariuszboguszewski.blogspot.com

ms-sommelier.pl

30 gru

Co wypić w Sylwestra?

Jak zwykle stoimy przed dylematem, jakim winem musującym pożegnać stary i przywitać nowy rok. Z pewnością w niejednej lodówce czai się parę różnych flaszek, jednak większość z nas na ten jeden dzień i tak kupi to jedno jedyne, lub jedno z niewielu w ciągu roku. A i kolekcjonerzy stoją przed dylematem, który wybór będzie tym naj naj.

Byłoby  bardzo miło witać wszystko...

Byłoby bardzo miło witać wszystko…

Odpowiedź jest tylko jedna, niezależnie od tego co lubimy i na co nas stać: najlepsze z tych w zasięgu możliwości naszego języka i portfela! Jak tu wierzyć, że nowy rok będzie lepszy, skoro przywitamy go na „pół gwizdka”, tudzież „byle byle”. Nie – nie namawiam na katowanie się kwasem, jeżeli lubimy słodycz. I odwrotnie – jeżeli cukiereczki nie są naszym wzorcem szczęścia, sięgajmy po brzytwy. Decydujcie emocjami. Sięgajmy po to , na co przez cały rok tylko zerkaliśmy.

A co wybrać? To zależy, gdzie mieszkacie. Dla mieszkańców miejscowości z niewielkim wyborem ofert importerskich, proponuję zajrzeć do jednej z sieci. One na ta okazje przygotowały nam kilka standardów i niespodzianek cenowych, dzięki którym całoroczne westchnięcia łatwiej będzie urzeczywistnić. Jeżeli mieszkacie w Warszawie, macie szczęście przebierać jak w ulęgałkach… Poniżej kilka propozycji, po które sam bym sięgnął, gdybym już nie wybrał 😉

Sklepy ogólnodostępne:

budżetowo -półsłodkie: Montanha Reserva Meio Seco z Biedronki za 17.99, a wytrawne:  najbardziej chyba niedoceniane przez cały rok – Jacob’s Creek Chardonnay-Pinot Noir Cuvee Brut, dostępne w hiper/super marketach oraz sklepach z alkoholami za około trzy dychy.

szalejemy- Hipermarkety przygotowały różne promocje Veuve Clicquot i Moet&Chandon, zaczynając od około 129 złotych, kończąc gdzieś przy 159. Inny wybór klasyka – Mumm Cordon Rouge: w Biedronce za 119 złotych w wersji Brut, a w Lidlu za 149 wersja Demi-Sec. Wybór:  wytrawny Mumm i Veuve Clicquot, zależy kto woli owoc, a kto kwiat.

Tym, którzy mieszkają w stolicy, polecam ich uwadze takie oto adresy i nazwy:

Mielżyński Wines, ul. Burakowska- Prosecco Rustico od Nino Franco za 59 PLN, znakomity Cremant d’Alsace od Bott Geyl za złotych 74, a dla fanatyków pierwowzoru, tylko i wyłącznie szampan od Deutz za 169. Jest wyśmienity! Szaleńcom polecam Amour de Deutz. Cena? Jak pytacie – to nie kupicie 😉

Wine Corner, ul. Biały Kamień – Prosecco od Malibran: moja ulubiona wytrawna Sottoriva za 54 złotówki, a dla zwolenników łagodniejszych spraw: Gorio za pięć złotych więcej

Złoto Hiszpanii, pl. Wilsona i ul Francuska – Cava Brut Reserva od Giro Ribot za 39, a najbardziej – różową Raventos y Blanc DeNit Cava za 74 złote.

Centrum Wina, sklepy w wybranych galeriach handlowych – sprawdzony przez lata Gancia z serią Cuvee Platinum: półsłodkie Asti za 52 i półwytrawne Prosecco  di Valdobbiadene za 69 złociszy.

Tymczasem wkładam moją flaszkę do  lodówki i jeszcze raz dziękuję Piotrowi & Sce za tak wspaniały prezent! Prosit!

Dobrze mieć takich przyjaciół :-)

Dobrze mieć takich przyjaciół :-)

 

07 lis

Pachnąca siwucha

To wino musiało się tu pojawić z wielu względów. Było jednym z degustowanych podczas oficjalnej prezentacji pierwszego w historii Biedronki festiwalu win centralnej i wschodniej Europy, Wtedy w letnim upale, łatwo zyskało sympatię wielu.  Po raz kolejny trafiło w moje ręce podczas październikowego pobytu w Słowenii, w regionie Podravje, w strefie Stajerska, czyli słoweńskiej części Styrii, gdzie mieliśmy tez oczywiście okazję odwiedzić winiarnię Jeruzalem Ormoz.

20141016_132600

Malik – jedna z winnic Jeruzalem Ormoz

Winiarnię GRAWITACYJNĄ, czyli składającą się z kilku pięter, schowaną we wzgórzu, gdzie na najwyższym piętrze odbiera się winogrona przybyłe z winnic, a idąc w dół, najpierw moszcz, a później wino, bez przepompowywania, siłą grawitacji, przechodzi kolejne etapy winifikacji. Moda na takie winiarnie w świecie wina, także w „wielkiej trójce”, to krzyk ostatnich dwóch dekad. A tu mamy do czynienia z historią zbudowaną w latach… pięćdziesiątych! Dziś jest świetnie zmodernizowana, żeby nie powiedzieć – zaawansowana w skali ogólnej, choć wciąż pamiętająca o tradycji, czego dowodem jest poniższa fotka piwnicy z winami z ostatnich 60 lat, oraz wciąż tkwiący w mojej głowie smak Beli Pinot 1971…

Najstarsze flaszki w tej piwnicy pochodzą z 1959 roku!

Wracając do sedna sprawy – dziś będzie mowa o Jeruzalem Ormoz Sauvignon – Sivi Pinot

Sivi Pinot też brzmi ładnie. Nieprawdaż? ;-)

Sivy Pinot też brzmi ładnie. Nieprawdaż? ;-)

To połączenie odmian ostatnimi czasy staje się co raz bardziej popularne. I słusznie – aromatyczna dusza Sauvignon i nieco więcej materii Pinot Gris to zwykle udany mariaż. I taką historię poznajemy w tym żwawym, młodzieńczym Słoweńcu. Pachnie intensywnie – trochę agrestu, trochę świeżo skoszonej trawy, pomieszanych z morelą i cytryną. W smaku gdzieś w połowie drogi pomiędzy szczupłą a krągłą posturą. Nuty przybierają na sile, za to jak to często bywa w takim przypadku – tracąc na szerokości, wspólnie grając zielono-żółtą, całkiem trwałą barwą. Przyjemnie orzeźwia, ale daleko mu do górskiego potoku, co przecież w samym pomyśle użycia tu Pinot Gris nie było zakładane.

Pijcie je na zdrowie – jako aperitif, do sałat, tak tak – lekkich kozich serów oczywiście też, ale najbardziej polecam je do pizzy z rukolą, owoców morza i ryb w lekkich wydaniach – ot z doradą z pieca z cytryną i ziołami, albo krewetkami z patelni, z czosnkiem, pietruszką i białym winem. Pijcie je prosto z lodówki, dobrze schłodzone, w ok 200 ml. kieliszku w kształcie zwiniętego tulipana, a kupicie je jeszcze być może gdzieś w Biedronce, za kilkanaście złotówek.

A ja z przyjemnością, po raz kolejny wręczam mu punktów 82.