24 lis

Albarino, jakiego nie znacie. Ale poznacie!

Historia tego wina jest dość długa. I tylko z mojej winy. Wiosną, w okolicach świąt Wielkiej Nocy, wraz z grupą zacnych ludzi, wybraliśmy się do Hiszpanii. Początek: klasycznie – Bilbao z jego wspaniałą architekturą, knajpami i Carltonem, którego limuzyna odebrała mnie i kompana z lotniska, by powieźć ku reszcie grupy, dzień wcześniej przybyłej do miasta. My dwaj, po powrocie z Werony i tygodniowym znoju Vinitaly, a wcześniej takim samym bordoskich en primeurs, na jeden wieczór wróciliśmy do Warszawy. Piotr przepakować walizkę, a ja – na urodziny Mai, by „przy okazji” poprosić Ją o rękę 😉 Szczęśliwie dla mnie – skutecznie!

Taki transport z lotniska to rozumiem! :-D

Taki transport z lotniska to rozumiem! :-D

Skompletowani, spenetrowaliśmy Kraj Basków, Labastidę i winnice Rioja Alavesa, dowiadując się od kelnerów w resto nad Bilbao, że podane kalmary, których bardzo nie uwielbiam, nie są jednak owocami morza, jako że są „no marisco”…. Hasło wyjazdu było zatem gotowe!

Wymuskane, wychuchane winnice w Labastida

Wymuskane, wychuchane winnice w Labastida

Na drugi ogień poszła Malaga, ze swoimi świątecznymi pochodami, wspaniałymi winami starej daty (oby nie zginęły w pędzącym świecie) i równie słoneczną, gorącą pogodą, basenem na dachu (Olaf: pozdrawiam!). Jednym z towarzyszy podróży był Piotr Bartoszewicz, prowadzący Hiszpania-portal.pl. Jak słusznie się pewnie domyślacie, traktujący o kraju, w którym przebywaliśmy, a w którym Piotr czuł się jak przysłowiowa „ryba w wodzie”. Po powrocie do kraju Piotr zaprosił mnie do wywiadu, na który ochoczo przystałem, nie bojąc się możliwych pytań. Główna tu oczywiście zasługa gospodarza.

Malaga! Malaga! Malaga!

Malaga! Malaga! Malaga!

Wczesnojesienne rozjazdy skutecznie wypchnęły z mojej pamięci czekający na autoryzację tekst od Piotra (perdona!). I tak sobie trwałem w błogostanie, dopóki nie zacząłem sprawdzać skrzynki po zgaszeniu pożarów szalejących po dłuższej niemożebności bieżącej korespondencji… Naprawiłem sprawę, spotkałem się ze zrozumieniem autora, i tekst wylądował bezpiecznie na portalu. I muszę przyznać, że chętnie do niego wróciłem już kilka razy. W ramach „wynagrodzenia”. Piotr podarował mi flaszkę, która idealnie pasuje do jego samopoczucia w Hiszpanii. Bardzo to rybna flaszka. Bardzo to morska flaszka. Atlantycka wręcz. Z Galicji, z Rias Baixas, z jego „albariniastej” części, czyli O Rosal. Jednak nie zakładajcie z góry, że to stuprocentowy pewniak. Oprócz głównodowodzącej odmiany – Albarino, znajdziemy tu także Loureiro i Caino. A jakie jest samo wino? Już wam o tym szybciutko piszę:

2013 Altos de Torona Triple  Varietal Rias Baixas O Rosal Albarino/Loureiro/Caino –

Sam design flaszki sygnalizuje nietuzinkowość

Sam design flaszki sygnalizuje nietuzinkowość

Kolor dość intensywny złotawy, błyszczący, wyraźne łzy. Nos eteryczny, obfity, czarujący dojrzałymi, słodkimi owocami brzoskwini, mango, grapefruita i jabłek, przy tym lekko słonawy i kamienny. W ustach intensywna fanga potwierdzająca aromaty owocowe, jednak solidny kwasowy kręgosłup dodaje im lekkości, przy okazji drażniąc i pobudzając wraz ze słodko-słonymi nutami mineralnymi. Nie jest to „winko” do popijania, nawet w upalne dni. Ma silną osobowość i nie wybacza słabości. Łatwo je jednak okiełznać odpowiednią strawą. Jaką? Suszarnie będą miały w nim skarb. Zwolennicy solidniejszych dań z ryb i owców morza, np. langustynek w ziołach i sanżaków na maśle – także. Nie pogardzi także drobiem, łącznie z rusztowanym kurzęcim udem. Podawajcie je w temperaturze 10 stopni, w kieliszkach do Rieslinga lub Chardonnay. Nie potrzebuje napowietrzania, ani żadnych zbędnych ceregieli. Kupicie je na hiszpania-portal.pl , za 65 złociszy.

A ode mnie niechaj przyjmie „skromne” 85 pkt., co za żądaną kwotę daje przyjemny przelicznik.

08 lis

Para niemal doskonała

Jak co roku o tej porze, przychodzi czas na kurs i serię degustacji w ramach „akademii”, prowadzonej dla jednej z  firm międzynarodowych. Za każdym razem nowa restauracja, za każdym razem inna część i panel win do spróbowania, a tym razem spotkaliśmy się w warszawskim Portucale. Pakiet wiedzy i flaszki dotyczyły najważniejszych regionów Włoch, Hiszpanii i Portugalii oczywiście. Razem 10 flaszek do spróbowania, dwa razy tyle slajdów do obgadania, plus zwyczajowa kolacja z, a jakże, kolejną porcją win do towarzystwa. A w kieliszkach zacnie: Toskania, Piemont, Veneto, Ribera del Duero, Katalonia, Rioja i Douro, a w coolerach mieniły się Alto Adige, Galicia i Minho.

No i jak stawiacie? które regiony zdobyły nasze kubki smakowe i serca? Barolo? Owszem – Elvio Cogno ma wiele atutów i spisał się dzielnie. Rioja? Artadi to znakomity producent, jeden z moich ulubionych, a Vinas de Gain, to wspaniały wynik ich umiejętności., lecz tego wieczoru szukaliśmy czegoś innego niż bezpośredniości i siły. A może Kolbenhof od Hofstatter’a, ze swoją nieco brutalną, ale jednak – wielowymiarowością? Nic z tego. Owszem wszystkie próbki, także te niewymienione z nazwiska, prezentowały najwyższą jakość i ogromną różnorodność wrażeń. Jednak ten wieczór należał tylko do dwóch win, z czego pierwsze poniżej, zebrało zdecydowanie najwięcej braw. Dlaczego? pewnie z dwóch powodów. Pierwszy jest banalny – to jedno z najlepszych białych win świata. A drugi? taki jak to często bywa – kontekst. Obydwa wina pochodziły z regionów najmniej okrzyczanych m kojarzonych raczej z popularna półą. A tymczasem… Pacnęły zebranych w głowy obuchem zaskoczenia poziomem ich wykonania i oferowanych wrażeń.

2011 Quinta de Soalheiro Primeras Vinhas Alvarniho Vinho Verde DOC – 

Soalheiro

To wino swego czasu przetoczyło się przez polski internet niczym huragan, wbijając palce każdego z o nim piszących w ekstatyczne peany. Czy słusznie? Wierzcie lubnie – TAK! To nie jest majstersztyk odmiany Alvarinho. To nie jest też majstersztyk Vinho Verde. To nawet nie jest majstersztyk Portugalii. To jest prawdziwy majstersztyk wśród win białych całej kuli ziemskiej, godny stać równo pomiędzy podobnymi z innych regionów i odmian winorośli świata!

Alvarinho jest najbardziej szlachetną z odmian tej części Półwyspu Iberyjskiego, znaną i ważną także w nieodległym, hiszpańskim Rias Baixas. Tam jednak to trochę inna bajka. O jej genezie krążyły legendy, lecz nie o tym dziś ten wpis. Ten ma mówić tylko o tym, jak wspaniałe wina z tej odmiany w Moncao e Melgaco – strefie Vinho Verde, wyczarowano tym i całej serii win Soalheiro.

Już sam wygląd obiecuje wiele – wino mieni się w kieliszku intensywnym, złotawym kolorem. Pachnie średnio intensywnie bogatymi nutami brzoskwiń, trochę też kandyzowanymi cytrusami, gruszką i miodem akacjowym. W smaku – prawdziwa eksplozja nut, doskonała równowaga materii i przyjemnego orzeźwienia, solidne, napakowane bogactwem owoców i mieralnością. Bajeczne…

Pijcie je w kieliszkach podobnych lub dokładnie tych typu „chardonnay” Riedla, w temperaturze 10-12 stopni, możecie je otworzyć chwile dwie wcześniej, nie bójcie się kręcić kieliszkiem, ba! możecie nawet przelać do wąskiego dekantera i tak trzymać w coolerze. Do czego> Droga wolna – treściwsze i bardziej złożone potrawy z ryb (także słodkowodnych) i owoców morza, do ptactwa – pierś z indyka, perliczka z pieca zawinięta w boczek, nawet do combra z królika. Itd itp…

Kupicie je w Portucale i Atlantice, za nieco ponad złotych 100. Wiem – ale z pełna odpowiedzialnością – warte każdej wydanej monety.

A ja do kompletu, z największym szacunkiem, piszę mu punktów 93+

 

2008 Cellier Laurona Monstant DO –

Laurona

Priorat znamy i lubimy. Priorat znamy i cenimy. A w jego cieniu, tuż obok, leży sobie niedoceniany z reguły Montsant. Ot, w głowach wielu miejsce również zdominowane przez Carinena (Carignan), Syrah, Garnatxa (Grenache) i Cabernet Sauvignon, które z reguły, za dużą mniejsze kwoty, potrafi zaoferować namiastkę wrażeń „Wielkiego Brata”. Jak dobrze wiemy, reguły są po to, żeby je…modyfikować zgodnie do zmieniającej się rzeczywistości. A Laurona jest co najmniej słusznym powodem, żeby taki proces zmiany w naszych mniemaniach nastąpić musiał…

A co w kieliszku? Cudnie! Głęboka, intensywna i wciąż połyskliwa suknia. Zapach szczodry aromatami konfitur, nalewek, przypraw korzennych, runa leśnego i orzechów. W ustach piękna integracja, porządek, płynie gładkim wrażeniem miękkich, słodkich tanin, podkreślonym wysoką zawartością alkoholu, lecz świetnie równoważonymi przez  schowaną w tle kwasowość, lekko drażniącą krawędzie języka,  podkreślającą dojrzałe borówki, czarne wiśnie, czereśnie, wędzone śliwki i jagody w przyprószonych niuansami cedru, goździków, gorzkiej czekolady i kawy.

Pijcie je do… ludzi, dobrej chwili, a jak musicie do czegoś na talerzu – raczej pomyślcie o baraninie, kaczce i średnio wysmażonej wołowinie, najlepiej w cięższych, balsamicznych sosach, albo z intensywnymi dodatkami – żurawiną, balsamico lub porto, za to za wszelką cenę unikajcie dużej ilości soli lub ostrych dodatków, także w serach wszelkiego typu. Dekantujcie godzinę dwie, w szerokim dekanterze, sięgnijcie po duże kieliszki, min 400ml., typu „Bordeaux”, a temperatura wina nie powinna przekraczać stopni 18.

Kupicie je w Złocie Hiszpanii, za co w swoim i wielu imieniu – dziękuję, za kwotę około 100 złociszy.

A moja skromna ocena tej flaszy to 91pkt.