29 sie

III Konkurs Polskich Win Jasło 2016 – wyniki i refleksje

Ciała organoleptyczne ;-)

Niecałe cztery lata wstecz, w głowach jasielskich winiarzy i polskich sommelierów zrodziła się idea powołania do życia konkursu win polskich, będącego uzupełnieniem Międzynarodowych Dni Wina w Jaśle. Pomysł, jak się okazało, niezwykle potrzebny obydwu stronom. Sommelierzy mają regularny dostęp do spojrzenia na kondycję rodzimego rzemiosła, a winiarze – oceny swoich win z nowej perspektywy. W tym roku, jako że ze względu na porę konkursu i mnogość zdolnych ludzi w Stowarzyszeniu Sommelierów Polskich, skład co roku ewoluuje, a od przyszłego pewnie także się rozrośnie, skład jury zasilili: Wiesław Wysokiński, Andrzej Strzelczyk, Adam Pawłowski MS, Paweł Demianiuk, Kamil Wojtasiak oraz piszący te słowa, któremu ponownie powierzono rolę przewodniczącego, za co dziękuję kolegom i organizatorom.

Ciała organoleptyczne ;-)

Ciała organoleptyczne ;-)

W pierwszym i drugim konkursie w szranki stawało ponad 70 win z różnych regionów Polski, wśród których wiodącym pod tym względem, ze łatwo zrozumiałych przyczyn, były różne części Podkarpacia. Nie brakowało jednak win z Dolnego Śląska, Lubuskiego, Wielkopolski i Małopolski. W tym roku, do konkursu zgłoszono 103 wina, lecz dzięki uprzejmości pocztowców, w całości dotarły butelki 98 etykiet. Rosnącą systematycznie liczbę zgłoszeń odbieramy jako znak, że co raz większa liczba producentów decyduje się poddać naszej ocenie. Ze strony Sommelierów SSP obiecuję już dziś, że nadal będziemy pracować tak samo obiektywnie i rzetelnie, przez degustowanie „w ciemno”, jak czyniliśmy to wcześniej i tym razem. A że tak było, świadczą wyniki wszystkich trzech konkursów.

Przy sobocie... ;-) A po lewo, jeszcze chłodzą się oszczędzone flaszki

Przy sobocie… 😉 A po lewo, jeszcze chłodzą się oszczędzone flaszki

Wyniki – spośród 98 startujących win, reprezentujących 32 winnice, medale w trzech kolorach przyznaliśmy 50, wśród których złotem pokryło się 8 flaszek ( 5 białych, 1 różowe, 2 czerwone), srebrem 20 (15 białych i 5 czerwonych), a brązem – 22 ( 16 białych, 5 czerwonych i 1 słodkie). Zostały one zgłoszone przez winnice:  Winnica Kędrów, Źródło, Winnica Equus, Winnica Korol, Dwie Granice, Krokoszówka Górska, Alabaster, Winnica Jana, Winnica Koniusza, Winnica Spotkaniówka, Winnica Modła, Winnica Kolacz, Saint Vincent, Tomasz Lula, Winnica Goja, Zakątek, Winnica Płochockich, Winnica Sztukówka Leszek Szczęch, Winnica Jasiel, Egretta, Piwnice Antoniego, Winnica Mazurak, Winnica Vanellus, Winnica Vetus, Winnica Nad Jarem Sylwia Paciura

Grand Prix – tym razem, po winach słodkim i białym w ubiegłych latach, w obydwu przypadkach dla win jasielskich, najwyższą zdobyczą punktową pochwaliło się lubuskie wino Cabernetis 2015 Winnica Equus. Warto jednak wspomnieć, że to laureat wielu medali wszystkich kolorów w naszym konkursie, nie tylko w tym roku.

Rocznik 2015 – wbrew obawom, większość win z tego obiecującego rocznika stanęła na wysokości zadania. Te, którym się nie udało, w znakomitej większości pochodziły z rąk młodych stażem winiarzy, o których zapewne usłyszymy w kolejnych edycjach.

Wrażenia techniczne – muszę wspomnieć o świetnej jakości technicznej wielu win, i bardzo dobrej znakomitej większości. Słynny w przeszłości brett, pokazał się w garstce flaszek czerwonych, zdarzyło się też kilka problemów związanych z siarką, a niedostatkiem w winach białych, o ile występował, było utlenienie. Tak, czy inaczej – większość win medalowych to produkty gotowe na każdą półkę w sklepie i wzmiankę w kartach win, a rosnące w żwawym tempie umiejętności polskich winiarzy, stały się już faktem, a nie tylko życzeniem.

Sugestie na przyszłość – pierwsza: drodzy winiarze, nie bójcie się butelkować win z wyprzedzeniem, a nie na ostatnią chwilę przed konkursem lub konsumpcją. To da im więcej szans na pokazanie się w pełnej krasie. Druga i równie ważna, zwłaszcza dla medalistów: czas na nowe wyzwania, zwłaszcza w winach czerwonych. Beczka, amfora – te słowa już znacie. Czas na (a wiem, że już są), próby z podsuszaniem winogron, częściową fermentacją węglową, a w bieli – wtórną fermenatcją w butelce, starzeniem na osadzie, battonage. Po trzecie, być może najważniejsze: patrzcie na możliwości i profile odmian. Nie ma sensu  przy każdym szczepie przeciągać maceracji w nieskończoność. Kolor i masa, to nie są główne dobra wina, a pogoń za nimi bez opamiętania prowadzi do pozbawienia win charakteru odmiany, dając upust aromatom i konstrukcjom, których Wy tworzyć nie chcecie, a przed którymi konsumenci uciekają w popłochu. Po czwarte i ostatnie: wierzę w trójpodział władzy w powstających z hybryd winach czerwonych: pomiędzy lekkimi Rondo, smakowitymi Regentami i stanowczymi Cabernet Dorsa i Cortis. Tak samo, jak wierzę w szeroką gamę wrażeń w bieli, czasem miejsce dla różu, oraz sięganie po Vitis Vinifera, o ie tylko ma to logiczne uzasadnienie w warunkach winnicy.

Co dalej? Dalej ściskajmy kciuki za rocznik 2016. Dla winiarzy nie jest może tak przyjemny do pracy jak poprzedni, jednak finisz zapowiada się jak na razie bardzo obiecująco. A jak będzie na mecie – przekonamy się w przyszłym roku.

14 cze

Podwójnie sfermentowani metodą klasyczną

Oj! Długo mnie tu nie było… Wymówek dla takiego stanu rzeczy znalazłbym sobie bez trudu spory pęczek. Nawet teraz jestem mile zaskoczony, że wreszcie się udało… Chyba z rozpędu palców, gdzieś między kończeniem nowego programu szkoleniowego a szlifowaniem foodpairingowej broszury. A przecież w międzyczasie wydarzyło się tyle spraw, o których chciałem napisać. Do niektórych pewnie jeszcze wrócę, o reszcie nie ma już co dywagować. Mistrzostwa Świata i Polski i znakomite występy Piotra Pietrasa są tego najlepszym przykładem. Na wszystkich innych forach powiedziałem i powiedziano już o nich chyba wszystko…

Historia, która znalazła siłę by znów mnie tu przywieść, zdarzyła się całkiem niedawno. Ot, raptem tydzień temu. Jednak zaczęła się dużo wcześniej, przed drugim długim weekendem maja, w drodze do Lizbony, gdzieś między punktem check-in i bramką nr 28 na warszawskim Okęciu. W tym czasie telefon zadzwonił dwa razy. I obydwa połączenia zwiastowały coś nowego. O pierwszym nie wspomnę, a drugi wykonał Wojtek Bońkowski. Rzadko ze sobą rozmawiamy na linii. Lecz gdy już tak się stanie, zazwyczaj nie pozostaje to bez pokłosia. Tym razem było nim zaproszenie do udziału w Pop Up Double Ferment. Fantastycznie wymyślonym wydarzeniu, w którym sommelierzy i dziennikarze winiarscy przedstawiali swoje punkty widzenia na temat opowieści Krzysztofa Rabka, szefa gwiazdorskiej „Odette”, występującego na wyjeździe w gościnnych progach nowego „Rozbrat 20”.

Pop Up Double Ferment Team Zdjęcie @Pop Up Ferment

Pop Up Double Ferment Team Zdjęcie @Pop Up Ferment

Fermentacyjnego marsza grały takie oto trzy pary i solista. Przyznam, że bardzo, bardzo podobał mi się pomysł wspólnej zabawy z Tomkiem Prange-Barczyńskim. Powód? Jeden? Wolne żarty…. Jest ich tyle, że nawet nie ma co zaczynać…. Banan na licu i basta! I choć gdzieniegdzie, dla podgrzania atmosfery, wydarzenie przedstawiano jako walkę, muszę przyznać, że jakoś od samego pomysłu aż do digestifu, odbierałem(-liśmy) całość jako przednią zabawę dla wszystkich, a najbardziej dla Krzysztofa Rabka. Oj! Dowcipniś i artysta z Jegomościa. W ramach przygotowawczej degustacji spróbowaliśmy… zbliżonego tematycznie deseru, a przy okazji wysłuchaliśmy opowieści o pomysłach, które wszyscy skrzętnie notowaliśmy na karteczkach. Jak się okazało, wcześniejsze degustowanie całego menu w rzeczy samej nie miało najmniejszego sensu…

Czego się nie zrobi dla marketingu... ;-) Fight! Zdjęcie @Mariusz Cofta

Czego się nie zrobi dla marketingu… 😉 Fight! Zdjęcie @Mariusz Cofta

Na potrzeby wieczoru mogliśmy swobodnie wybierać z win dostępnych na polskim rynku, z górnym limitem pieniążków potrzebnych na zakup każdej flaszki ustalonym na pułapie złotych brutto 100. Słowa spisane na kartkach na siłę wpychały do głowy niepokojącą myśl: „Biel! Bierz biele!”. Ta drogą, z doskonałym rozpoznaniem tematu i sukcesami, kroczyła już perełka restauracji, czyli sommelierka Ewelina Brdak. Jej współpracę z szefem dane było mi już zresztą poznać, spędzając dwa miesiące temu miły wieczór z winnym przyjacielem. Nie byłbym jednak sobą, Tomek zresztą także do takiej postawy się do przyznał, gdybym nie zaryzykował choć odrobinę ciemniejszych kolorów tu i tam. Ja postawiłem na róż przy anchois, którego jednak prawie nie było, i ciemny róż przy deserze, w którym na daremno próbowaliśmy się doszukać miodu i bzu w wersji z degustacji… Takich niespodzianek było zresztą więcej, także przez kolejne dni. Pamiętam jak dziś słowa Krzysztofa Rabka, wypowiedziane mimochodem do skrupulatnie degustującego i zapisującego wrażenia z naszej kolacji Wojtka Bońkowskiego: „Nie notuj. Jutro i tak będzie inaczej”. I jak z relacji Wojtka i Adama wynika, a także zdjęć talerzy z ich wieczoru, zdecydowanie nie kłamał….

Menu w pełnej krasie. Słownej... Zdjęcie @Tomasz Prange-Barczyński

Menu w pełnej krasie. Słownej… Zdjęcie @Tomasz Prange-Barczyński

I nasze wybory na jego temat Zdjęcie @Tomasz Prange-Barczyński

I nasze wybory na jego temat Zdjęcie @Tomasz Prange-Barczyński

Cala historia przyniosła wiele bardzo ciekawych i przyjemnych wrażeń i doświadczeń. Po pierwsze – najważniejsza jest dobra zabawa, a takiej było w bród. Po drugie – każde wino, sommelier i dziennikarz, jest bezbronny wobec fantazji i nieokiełznania twórcy potraw, jednak nawet wtedy dzielnie stoimy na posterunku dobrego smaku. A po trzecie i nieostatnie – bardzo bym się ucieszył, gdyby był to początek nowej świeckiej tradycji.

I co teraz? Teraz trzeba biec na Rozbrat 20, bo dziś i jutro Krzysztof tworzy wspólnie z Markiem Flisińskim z nałęczowskiej Water&Wine. Jego talent także długo można by opisywać, a dania z kilku dotychczasowych degustacji wciąż grają mi w myślach. Ograniczę się tylko do jednej rekomendacji – wraz z kilkoma kolegami po fachu mamy już zarezerwowany stolik na jutrzejszą kolację. Tym bardziej, że na gościnnych występach pojawi się także nasz młody mistrz Kamil Wojtasiak, zwykle błyszczący i nadający tonu mojej ulubionej Butchery&Wine.